Parki Narodowe Północnej Tajlandii
Downhill to odmiana kolarstwa górskiego, która polega na zjeździe po wyznaczonej trasie na czas. W przeciwieństwie do XC (cross-country), gdzie wyścigi trwają kilkadziesiąt minut, a zawodnicy pokonują zróżnicowany teren łącznie ze zjazdami i spadkami, w DH wyścig trwa zaledwie od 2 do 5 minut. Tyle zajmuje startującemu zjazd z góry do mety.

Jak to się zaczęło?

Początki Downhillu sięgają lat 60.XX w., kiedy w San Francisco grupa hipsterów zaczęła przerabiać swoje standardowe rowery tak, aby nadawały się do zjazdów. Minęło sporo czasu zanim wprowadzono je do masowej produkcji. Dziś mamy nowoczesny sprzęt, który pozwala na pokonywanie trudnych technicznie ścieżek, pełnych korzeni i kamieni, ze średnią prędkością 50 km/h.

Bez wątpienia jest to sport ekstremalny. Niektóre osoby mogą uważać zawodników DH za wariatów, ale gdyby nimi byli, to kariera zjazdowca szybko by się skończyła. 😉 Ten sport, jak każdy inny, wymaga poświęceń i zdrowego rozsądku. Ale frajda z jazdy jest bezcenna!

Gdzie?

Żeby zaczerpnąć przyjemność z jazdy potrzebujemy gór i wyznaczonej trasy. Co prawda, można jechać przed siebie i pokonywać napotkane przeszkody bez celu, ale to jest już inna odmiana kolarstwa grawitacyjnego – Freeride. w DH zawody rozgrywane są zazwyczaj w pobliżu stoków narciarskich.

Wyciągi w tym wypadku służą zawodnikom do transportu na szczyt. Moim zdaniem miejsca tras zjazdowych są jednym z największych plusów tego sportu. Dzięki temu w ciągu sezonu można poznać naprawdę wiele nowych miejsc i podziwiać piękne, górskie widoki.

Dlaczego jest to takie fajne?

Jest setka powodów, dla których kocham ten sport. Oto kilka najważniejszych:

Uzależnienie. To chyba wina adrenaliny i hormonu szczęścia podczas jazdy. Nic mnie tak nie pobudza, jak myśl o pokonywaniu trasy i swojego strachu. Poczucie prędkości jest czymś wyjątkowym. Dopiero, gdy ocierasz się o drzewo, zdajesz sobie sprawę, że może być niebezpiecznie. Ale i tak robisz to dalej. Ile frajdy daje downhill wie tylko ten, kto spróbował!

Natura. Jak wspomniałem wcześniej, miejsca, w których znajdują się trasy, są niesamowite. Góry, lasy i ogromna przestrzeń wokół to coś, co zawsze będzie mnie przyciągać. Nie ważne, czy przyjedziesz na zawody, czy pojeździć dla przyjemności – dobrze jest zaczerpnąć świeżego powietrza i nacieszyć się pięknymi widokami.

Ludzie. W żadnym sporcie nie spotkałem się z tak przyjaznymi i zabawnymi ludźmi. Czy to gość, którego spotkałeś na szlaku, czy twój rywal na zawodach, zawsze znajdziesz z nim wspólny język. Dodatkowo, spędzenie kilku dni w górach z ludźmi, którzy rozumieją twoją pasję, sprawia, że czujesz się jak w rodzinie! Mimo że jest to sport indywidualny, każdy okazuje sobie szacunek.

Rywalizacja. Od dziecka uwielbiałem rywalizować. Nic tak bardzo mnie nie motywuje, jak słabszy wynik od zawodnika przede mną. Wtedy po prostu chcę dać z siebie wszystko i poprawić czas, choćby nie wiem co. Myślę, że porównywanie się z lepszymi to najlepszy sposób na robienie postępów.

Dla kogo?

Ten sport przez długi czas uznawany był za dyscypilnę dla nielicznych. Jednak obraz powoli zaczyna się zmieniać. Na weekend w górach coraz częściej decydują się rodzice z dziećmi, gdzie przeważnie tatusiowie to zapaleni rowerzyści, ale nie tylko. Rowery stały się ogólnodostępne, a ludzie chcą próbować czegoś nowego.

Okazuje się, że dobrą alternatywą dla pikniku czy wyjazdu na nad jezioro staje się wypad do bikeparku. Obecnie w Polsce powstaje coraz więcej ścieżek typu „family”, na których poradzą sobie wszyscy.

Jest to świetna okazja, żeby odpocząć od codzienności, a przy okazji zaszczepić w sobie nowego Bakcyla.

Bez względu na to, w jakim wieku jesteś, czy brakuje ci adrenaliny, czy chwili odpoczynku, zdecydowanie polecam wypad w góry na odkrycie nowych ścieżek! 😉

 

Artur Hryszko
Człowiek z pasją, sportowiec z 9-letnim doświadczeniem w kolarstwie zjazdowym. Dwukrotny Mistrz Polski w Downhillu. Aktywny zawodnik oraz trener, zajmujący się przygotowaniem motorycznym sportowców: http://trainforskills.pl/