Andrzej Sołtyk, siedemnastoletni mistrz świata w indoor skydivingu, opowiada o swojej pasji, którą od ponad trzech lat jest tunel aerodynamiczny oraz skoki ze spadochronem.

Jak podkreślałeś w wielu wywiadach, Twoja przygoda zaczęła się dość przypadkowo. Jak to się stało, że ostatecznie znalazłeś się w czołówce najlepszych zawodników na świecie?
A. S.: To zdecydowanie był przypadek. Tę historię opowiadałem już kilkukrotnie, ale w dużym skrócie wyglądało to tak – moja mama złamała nogę, co trochę nam pokrzyżowało plany na ferie zimowe. Wybraliśmy się więc do tunelu, tak z ciekawości… I kiedy byłem w środku, stwierdziłem „To jest to!”. I tak zacząłem bywać na treningach, poznałem Marcina Senia, który wprowadził mnie w świat latania i teraz możemy razem zdobywać kolejne medale (śmiech).

Masz jakąś receptę na to, jak utrzymać się na szczycie?
„Nigdy się nie poddawaj!” – to moje motto. Po prostu, nie można osiąść na laurach, bo zawsze może być lepiej. Indoor skydiving to bardzo młoda dyscyplina, więc zawsze może się okazać, że ktoś, tak jak ja trzy lata temu, wejdzie do tunelu, złapie bakcyla i szybko awansuje w zawodach.
To jest trochę tak, że jako zawodnicy sami uczymy się wielu rzeczy, obserwujemy inne dyscypliny i korzystamy z ich dorobku. Leonid Wołkow wykorzystuje elementy baletu, Maja Kuczyńska – jogi. Ja ćwiczę głównie na siłowni, obserwuję swoje ciało i patrzę, jak najlepiej mogę wykorzystać to, co już umiem. Dlatego ten sport, jak chyba żaden inny, wymaga ciągłego doskonalenia się, rozwijania umiejętności.

Oprócz indoor skydivingu zajmujesz się także „normalnymi” skokami ze spadochronem. Jesteś wręcz najmłodszym skoczkiem z uprawnieniami Accelerated FreeFall (do samodzielnych skoków z opóźnionym otwarciem spadochronu) w Polsce. Jakie są, Twoim zdaniem, największe różnice pomiędzy tymi dyscyplinami?
Tak się zdarzyło, że rzeczywiście jestem najmłodszy, ale dzięki temu mam się od kogo uczyć – uśmiech. A różnice? W indoor skydivingu ćwiczymy przede wszystkim te elementy, które w skoku mogę wykorzystać pomiędzy opuszczeniem samolotu, a otwarciem czaszy spadochronu. Tego, jak wykonać sam skok oraz jak zachowywać się po otwarciu czaszy musiałem się dodatkowo nauczyć. Ale na szczęście skoki spadochronowe mają jasne zasady i trzymając się ich, naprawdę trudno sobie zrobić krzywdę.

Te zasady sprawiają, że czujesz się bezpiecznie? Inaczej chyba patrzy się na świat zza szyby tunelu, a inaczej – przez otwarte drzwi samolotu.
Tak, zdecydowanie. W tunelu nie ma też wiatrów bocznych, kominów termicznych, zmian pogody czy innych niespodzianek. Ale ścisłe przestrzeganie zasad bezpieczeństwa naprawdę pozwala uchronić się przed zagrożeniem. Marcin Seń skacze od piętnastu lat i nie miał ani jednego wypadku. Dla mnie to oczywisty dowód na to, że spadochroniarstwo jest bezpiecznym sportem. I to staram się uświadamiać szczególnie rodzicom (śmiech). Oczywiście każdy skok to jest stres, duży zastrzyk adrenaliny, ale to jest ten dobry rodzaj stresu. A dzięki trzymaniu się zasad nie miałem jeszcze sytuacji, z którą bym sobie nie poradził. I mam nadzieję, że nigdy się w takiej nie znajdę.

A myślisz, że spadochroniarstwo może, obok indoor skydivingu, stać się w Polsce popularną rozrywką?
Sądzę, że tak. Już teraz bardzo popularne są skoki rekreacyjne, w tandemie. Dla wielu osób to może być jednorazowa przygoda – przyjeżdżają na strefę, skaczą z instruktorem i wracają do domu, zapominają o tym. Ale moim zdaniem, tego uczucia wolności, nieważkości, nie da się zapomnieć. Dlatego są osoby (ja się do nich zaliczam), które po pierwszym skoku chcą wracać, przeżywać to jeszcze raz i wkrótce stają się samodzielnymi spadochroniarzami.
Jakbym miał do czegoś porównać skok ze spadochronem, to nie ma porównania. Może bungee daje podobne wrażenie, ale nie wiem – nigdy nie skakałem na bungee. I myślę, że osoby – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – które po jednorazowym skoku wracają na lotnisko i chcą to powtórzyć, też czują, że wrażenia podczas skoku są jedyne w swoim rodzaju.

A Ty swoją przyszłość wiążesz bardziej z tunelem czy spadochronem?
Trudno mi w tym momencie przewidywać, ale przyznaję, że chciałbym kiedyś zdobyć mistrzostwo na spadochronie – wiedzieć, że byłem najlepszy i w powietrzu, i w tunelu. Na razie skaczę oraz przygotowuję się na kolejne zawody indoorowe, które czekają mnie w październiku. A dalej – zobaczymy.

Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki!
Dziękuję również.