Witam Was ze szlaku! Dzisiaj znajduję się w Beskidzie Małym. Ja sam nigdy jeszcze tutaj nie byłem. Jest to trochę zapomniane, niewielkie pasmo górskie, po którym zaplanowałem krótką, dwudniową wędrówkę. Wszystko wskazuje na to, że będzie dosyć deszczowo.

Dobranie ubioru na wędrówkę w taką pogodę nie jest najprostszą sprawą. Jest dosyć ciepło (10 stopni na plusie), bardzo wilgotno i pada solidny deszcz. Nie jest to jakaś ulewa, ale jednak deszcz na tyle mocny, że soft shell już przed nim nie chroni. W takim razie zostaje nam kurtka przeciwdeszczowa, która nie ma prawa oddychać tak dobrze jak soft shell. Podchodząc pod górę dosyć mocno się rozgrzewamy, ciało paruje – ja na przykład nic nie widzę, bo mam całkowicie zaparowane okulary. W takiej pogodzie niestety jesteśmy skazani na kurtkę przeciwdeszczową, ale musimy spróbować ubrać się tak, aby było nam możliwie chłodno. Ja mam na sobie tylko bieliznę termiczną i kurtkę z otworami wentylacyjnymi pod pachami, ale w tych warunkach niewiele one pomagają. Po prostu – ciało generuje za dużo ciepła w trakcie wysiłku.

Takie krótkie wypady w trudniejszych warunkach są świetną okazją, żeby przed dłuższą wędrówką sprawdzić, czy wszystko w naszym wyposażeniu działa tak, jak powinno. Czy buty nie przemakają? Czy kurtka nie przemięka? Czy prawidłowo spakowaliśmy ekwipunek i zabezpieczyliśmy go przed deszczem?

Gdy siedząc nad mapą rozpoczynałem planowanie tej wędrówki, uwzględniłem na trasie kilka punktów widokowych, ale przy dzisiejszej pogodzie nie ma sensu tych miejsc odwiedzać. Wartością dzisiejszej wycieczki będzie więc wędrówka sama w sobie.

Deszcz na moment zelżał. Mam na szlaku kilka przewróconych brzóz. Nie mogę przegapić takiej okazji i zbieram solidną garść kory, która na pewno ułatwi mi wieczorem rozpalenie ognia. Kora jest oczywiście mokra, ale schowam ją do kieszeni i mam nadzieję, że podeschnie, bo mam przed sobą jeszcze kilka godzin marszu. Trzeba pamiętać, że przy zbieraniu rozpałki obowiązuje kilka zasad. Jedną z nich jest to, że rozpałki nigdy nie można mieć za dużo. Rozpałki można mieć tylko za mało.

Dotarłem na Przełęcz Midowicza. Chcę wejść na Leskowiec.

Na szlaku nadal widoczność na jakieś 15 – 20 metrów. W takich warunkach człowiek jest po prostu sam ze sobą. Może rozglądać się tylko po własnej głowie – i to jest jeden z najważniejszych elementów samotnej wędrówki.

Mój oryginalny plan zakładał nocleg w Grocie Komonieckiego, ale zmieniłem zamiar, z kilku powodów. Po pierwsze, panował tam ogłuszający huk spadającej wody. Po drugie, ludzie, którzy tam wcześniej biwakowali, zostawili śmieci i resztki jedzenia i – najogólniej rzecz biorąc – to miejsce nie wydało mi się przyjemne. Zawsze biorę to kryterium pod uwagę. Pomijając już obiektywne sprawy świadczące o tym, czy miejsce jest dobre na schronienie, przy wyborze miejsca na biwak bardzo ważna jest atmosfera, to, czy nasze odczucia są pozytywne, czy może coś nam podświadomie nie pasuje. Ja w tamtej jaskini nie czułem się szczególnie dobrze, choć wcześniej byłem nastawiony na nocleg w niej.

Postanowiłem zejść trochę niżej potokiem. Robi się późno i miejsce, które znalazłem, nie jest idealne, ale mam blisko wodę. Teren na biwak jest wystarczająco płaski i tu zorganizuję sobie schronienie na dzisiejszą noc.

Kiedy wędrujemy w deszczowych warunkach, szczególnie, jeśli spodziewamy się deszczu przez cały dzień, bardzo ważne jest dobre zabezpieczenie ekwipunku w plecaku. Nawet jeśli plecak jest wykonany z materiału wodoodpornego, może przepuszczać wodę na szwach. Dlatego najlepiej jest zastosować przynajmniej dwa stopnie ochrony. Z zewnątrz trzeba założyć pokrowiec przeciwdeszczowy, ale samo to rozwiązanie może być niewystarczające, bo od strony pleców woda może wnikać do plecaka po szwach. W środku warto dodatkowo zabezpieczyć najważniejsze elementy ekwipunku, takie jak śpiwór i ubrania na zmianę, workiem wodoszczelnym. Po wyjęciu z plecaka, mój worek wodoszczelny jest mokry od strony pleców, więc pewnie gdybym go nie miał, to i mój śpiwór byłby wilgotny. Pamiętajcie, że utrzymanie śpiworów w suchym stanie ma szczególne znaczenie w przypadku śpiworów puchowych.

Kontynuując temat ekwipunku, w góry, niezależnie od pogody, zawsze zabieram kije trekkingowe. Pomagają przy podchodzeniu i przede wszystkim przy schodzeniu. Mogą też przydać się przy rozstawianiu schronienia. Ja dodatkowo zawsze na kij trekkingowy nawijam kilka metrów taśmy naprawczej. Tym sposobem zawsze w terenie mam podstawowy zestaw naprawczy, którego nigdy nie zapomnę.

Szybko przygotowałem sobie minimalistyczne schronienie z ponczo na dzisiejszą noc. Mam jeszcze pokrowiec na śpiwór i to w zupełności mi wystarczy. Do zachodu słońca jest dokładnie 57 minut, a zostało mi jeszcze rozpalenie ognia i przyniesienie wody z potoku.

Noc przebiegła bez żadnych zakłóceń, dawno mi się tak dobrze nie spało. Na niebie widać niewielkie skrawki niebieskiego koloru, może dziś pogoda okaże się łaskawsza.

Rozpalając ogień wieczorem, nie zużyłem całej rozpałki. Zawsze zostawiam sobie przynajmniej taką ilość, że w razie wygaśnięcia, mam zapas pod ręką. Dzięki temu, rano bez problemu mogę sobie rozpalić ogień. Korę brzozy targam na bardzo drobne paski. Łatwiej się wtedy zapala, z powodu lepszej cyrkulacji powietrza.

Miejsce biwaku, co powtarzam jak zwykle i do znudzenia, zostawiam bez śladu mojej obecności.

Moja wędrówka powoli dobiega końca, zostało mi kilka kilometrów. Kolejny raz, odkąd realizuję cykl Dzika Polska, łapię się na tym, że takie perełki, piękne i dzikie jak na polskie warunki miejsca leżą tuż pod naszym nosem. Wystarczy, że weźmiecie do ręki mapę i spojrzycie na Waszą najbliższą okolicę. Nie będę w ogóle zdziwiony, jeśli każdy z Was znajdzie jakieś ciekawe, całkiem dzikie miejsce.