SAFARI RODZINY ŁUSZCZAKÓW PO PÓŁNOCNYCH REJONACH DZIKIEGO KRÓLESTWA – KARKONOSKI PARK NARODOWY

Styczniową wyprawę do Karkonoskiego Parku Narodowego rozpoczęliśmy w piątkowy poranek. Wyruszyliśmy pod osłoną mlecznej mgły, która po wschodzie słońca zamieniła się w bajeczną szadź. Biel mijanych pól i lasów była, nierozpoznaną przez nas w owej chwili, zapowiedzią spotkania z Duchem Gór.
Aura tajemniczości rozciągająca się nad Karkonoszami, potęgowana jest przez mnogość legend krążących na ich temat. Z pierwszą legendą zetknęliśmy się już w dniu przyjazdu, gdy podjęliśmy wyzwanie zwiedzenia zamku Chojnik. Legendę o Kunegundzie, opowiedzianą przez Ignasia, można usłyszeć w relacji filmowej z naszej wyprawy. Niestety, do zamku dotarliśmy za późno żeby go zwiedzić, ale po drodze podziwialiśmy Karkonosze z punktów widokowych. Natomiast droga powrotna z zamku, przez Zbójnickie Skały, okazała się być bardziej wymagające, niż się tego spodziewaliśmy, zwłaszcza po zmroku i z piątką dzieci. Na szczęście daliśmy radę
Sobota, jak zwykle, była dniem spotkania w siedzibie Parku z pozostałymi “Odyseuszami”. Po prelekcji, wyruszyliśmy nad wodospad Kamieńczyka, który jest największym wodospadem Sudetów i podobnie jak Błędne Skały w Górach Stołowych, stanowił scenerię filmu Opowieści z Narnii: Książę Kaspian. Przy schronisku czekała na nas niespodzianka, w postaci spotkania ze Strażnikami Parku. Panowie opowiedzieli nam o swoich obowiązkach i zaprezentowali narzędzia wykorzystywane w służbie, tj.: samochód terenowy, quad oraz broń i kajdanki. Szczególnie chłopcy byli zachwyceni tym spotkaniem, więc zastanawiają się już, w którym parku narodowym będą pełnić taką służbę. W Szklarskiej Porębie udaliśmy się jeszcze na wieczorną Mszę Świętą. A po Mszy obejrzeliśmy fantastyczną, ruchomą szopkę Bożonarodzeniową z przepięknymi, kolorowymi figurami, wykonanymi przez tutejszą hutę szkła. W drodze powrotnej na nocleg, posłuchaliśmy jeszcze legendy o Karkonoszu czyli Duchu Gór.
Niedzielny poranek wykorzystaliśmy na spacer z Przesieki do Wodospadu Podgórnej. Okazało się, że jest to miejsce bardzo chętnie wykorzystywane do morsowania. W związku z tym na trasie można spotkać całe grupy osób, różnych narodowości, dziarsko maszerujące w jedną i w drugą stronę, w bardzo skąpych odzieniach. Ubrani w zimowe kurtki, buty, czapki i szaliki zupełnie nie pasowaliśmy do otoczenia.
Po spacerze wybraliśmy się na pyszny obiadek do góralskiej karczmy, a potem znów długa podróż do domu. Dojeżdżając do domu zastanawialiśmy się tylko, czy to ma sens się wypakowywać, skoro za dwa tygodnie będziemy odkrywać drugi kraniec Polski, czyli Woliński Park Narodowy. Ale cóż, Dzika Odyseja to nie podróż z wygodami, a przygoda z wyzwaniami hej!!!