Kolejnym Parkiem Narodowym na trasie naszej wakacyjnej wyprawy z Dziką Odyseją był Świętokrzyski Park Narodowy. Miejscem rozbicia Dzikiej Bazy była miejscowość Bodzentyn, gdzie swoją siedzibę ma Dyrekcja PN. Przejazd z Kopytkowa zajął nam dobrych kilka godzin, więc po przyjeździe na miejsce szybko rozpakowaliśmy się i pojechaliśmy na spotkanie z innymi rodzinami przy ogniu safari.
Następnego dnia wyruszyliśmy na terenową wycieczkę. Trasa wiodła ścieżką przyrodniczą „Śladem czarownic, pogańskich kultów i powstańczych kryjówek” z Nowej Słupi na Łysą Górę. Ścieżka ma długość 1,7 km i przed samym szczytem dochodzi do niebieskiego szlaku. Po drodze dzieci nauczyły się m.in. rozpoznawać drzewa które je otaczały. Nasza przewodnicza opowiedziała nam kilka ciekawych legend i podań o tym miejscu. W końcu Łysa Góra to chyba najbardziej znane miejsce w Polsce, gdzie odbywały się sabaty czarownic.
Sama nazwa tego pasma górskiego również jest owiana legendą. Otóż Bolesław Chrobry zaprosił do Polski węgierskiego królewicza Emeryka. Urządzono z tej okazji wielkie polowanie. Młodzieniec wypatrzył w pewnym momencie wspaniałego jelenia i ruszył za nim w pogoń. Gdy mu w końcu udało się go dogonić i wycelował do niego z łuku, jednak spostrzegł między jego rogami święcący krzyż. Opuścił łuk a wtedy zwierzę zniknęło. Książę zorientował się, że się zgubił i jest sam w lesie. Wtem ukazał mu się anioł, który obiecał mu ratunek w zamian za to co Emeryk ma najcenniejszego. Anioł zaprowadził go do drewnianego klasztoru, gdzie zakonnicy otoczyli go opieką. W zamian za ratunek królewicz zostawił tam relikwie drzewa świętego krzyża, które nosił na piersi. Bolesław Chrobry wybudował w tym miejscu kościół godny tak wielkiej relikwii. Od tamtej pory górę zaczęto nazywać Świętym Krzyżem a wzniesienia ją otaczające Górami Świętokrzyskimi. Natomiast symbolem Świętokrzyskiego Parku Narodowego jest ten magiczny jeleń z krzyżem między rogami. Swoją drogą ta legenda ma kilka wersji. Będąc już w domu również czytałyśmy z córcią tą legendę ale w tej wersji to jeleń przemówił ludzkim głosem na szczycie Łysej Góry i skarcił królewicza za zabijanie dla zabawy bezbronnych stworzeń. W miejscu tego zdarzenia został ufundowany kościół i klasztor w którym młody książę złożył swą najcenniejszą relikwię.
Pięliśmy się dalej w górę, która przyznam dla najmłodszych uczestników naszej wyprawy była dość wymagająca. Jeszcze przed szczytem mogliśmy zobaczyć kamienny kopiec usypany na pamiątkę pobytu księcia Czartoryskiego z grupą oficerów po upadku powstania listopadowego. Obok niego znajduje się Grota Matki Boskiej oraz drewniana kaplica Dąbrówki. Po krótkim postoju poszliśmy dalej na platformę widokową z której rozciąga się widok na największe w Górach Świętokrzyskich gołoborze, czyli skalne rumowisko. Następnie mogliśmy zwiedzić Muzeum Przyrodnicze ŚPN oraz Bazylikę na Świętym Krzyżu. W środku znajduje się barokowa kaplica Oleśnickich, w której na ołtarzu są wystawione relikwie Krzyża Świętego.
Po odpoczynku udaliśmy się w drogę powrotną. Teraz schodziliśmy niebieskim szlakiem. Wiedzie on tzw. Drogą królewską. Nazwa ta jest na pamiątkę pielgrzymek królów polskich, którzy pokonywali tą drogę aby pomodlić się przed relikwiami Krzyża Świętego. Wzdłuż niej znajdują się stacje drogi krzyżowej. Na samym dole tuż obok parkingu stoi figura pielgrzyma świętokrzyskiego Emeryka wykuta w piaskowcu kwarcytowym. I tu natrafiliśmy na kolejną ciekawą legendę dotycząca tego miejsca. Emeryk był walecznym rycerzem, jednak porzucił owo zajęcie i postanowił, że resztę swych dni spędzi na pielgrzymowaniu. Był w najświętszych miejscach na świecie. Gdy przybył do Nowej Słupi chwalił się mieszkańcom swoją świętością mówiąc, że gdy wybije jego godzina bramy nieba będą stały przed nim otworem. Pielgrzymkę do świętokrzyskiego klasztoru postanowił odbyć na kolanach. Gdy dotarł na skraj puszczy jodłowej nagle rozdzwoniły się dzwony klasztorne na szczycie. Rycerz oświadczył zgromadzonym wokół niego ludziom, że to dzwony same biją na jego powitanie. Gdy tylko wypowiedział te słowa zamienił się w posąg i do tej pory tam stoi pokutując za swój grzech pychy. Co roku porusza się o ziarenko piasku w kierunku klasztoru. Gdy do niego dotrze będzie to koniec jego pokuty ale i zarazem koniec świata.
Pogoda niestety się zmieniła i zanosiło się na deszcz. Dlatego nie ryzykując zmoknięcia pojechaliśmy z powrotem do Bodzentyna, gdzie zwiedziliśmy jeszcze ruiny zamku, będącego dawną siedzibą biskupów krakowskich na tej ziemi. Następny poranek i przedpołudnie musieliśmy niestety spędzić w pokoju czekając aż przestanie padać. Gdy tylko deszcz ustał szybko zabraliśmy plecaki i pojechaliśmy do miejscowości św. Katarzyna. Nazwa tej miejscowości według miejscowych podań pochodzi od figury świętej, przywiezionej z pielgrzymki i umieszczonej początkowo w drewnianym kościółku przez rycerza króla Jagiełły, Wacławka w 1399 r. Dlatego obowiązkowo wstąpiliśmy zobaczyć kościół pw. Świętej Katarzyny, który leży tuż przy szlaku. Idąc dalej po prawej stronie znajduje się kapliczka Janikowskich, znana jako kapliczka Żeromskiego. W środku zobaczyliśmy na ścianie własnoręczny autograf pisarza.
Niestety nie mogliśmy ruszyć dalej do bramy Parku ponieważ został tam znaleziony niewybuch i musieliśmy poczekać ok 15-20 minut zanim saperzy skończą swoją pracę. Gdy teren był bezpieczny kontynuowaliśmy naszą wycieczkę. Tego dnia naszym celem była Łysica – najwyższe wzniesienie Gór Świętokrzyskich. Po krótkim marszu trafiliśmy na polanę ze źródełkiem i kapliczką św. Franciszka. Woda w nim ma stałą temperaturę 7 stopni i nawet w ziemie nie zamarza. Wg miejscowych ma ona właściwości leczenia chorób oczu. Oczywiście historia tego miejsca również związana jest z legendą, tym razem o dwóch siostrach z łysickiego zamku. Zaraz za kapliczką zaczyna się ciut strome podejście na szczyt Łysicy. Najwyższy wierzchołek Gór Świętokrzyskich ( 612 m. n.p.m.) jest zarazem najniższym szczytem zaliczanym do Korony Gór Polskich. Również tutaj pod szczytem występują gołoborza.
W Świętokrzyskim Parku Narodowym spędziliśmy tylko dwa dni. Na szczęście pogoda była na tyle łaskawa, że pozwoliła nam chociaż troszkę pochodzić. Dowiedzieliśmy się, że są to stare góry, którym przyświeca aura tajemniczości i legend. Na pewno tu wrócimy, ponieważ mam nieodpartą chęć na przejście całego Głównego Szlaku Świętokrzyskiego, którego długość to 105 km. Póki co oswajam z tym pomysłem moją rodzinkę 😊 Żegnając się z tym Parkiem na horyzoncie jawił się nam już Ojców do którego zmierzaliśmy.