Ojcowski Park Narodowy był kolejnym przystankiem na trasie naszej dzikiej, wakacyjnej ekspedycji. Pamiętam, że byłam tutaj na wycieczce ze szkoły podstawowej. Jednak nie za wiele wtedy widziałam, jedynie zamek na pieskowej skale oraz maczugę Herkulesa. My natomiast na Park mieliśmy dwa dni. Z racji tego, że jest to najmniejszy z Polskich Parków Narodowych chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej.
Nie chcąc tracić czasu od razu po zajechaniu na miejsce ruszyliśmy do wspomnianego wyżej zamku. Było przed godziną 11 i nie było jeszcze zbyt wielu turystów, więc mogliśmy spokojnie przechadzać się po zamkowych krużgankach. Potem ruszyliśmy do kolejnego obowiązkowego punktu wszystkich wycieczek, czyli maczugi herkulesa. Po zrobieniu serii pamiątkowych zdjęć udaliśmy się do kwatery aby się zameldować. Tuż po godzinie 15 pojechaliśmy do centrum Ojcowa. Po drodze zobaczyliśmy kaplicę na wodzie, ruiny zamku a potem wyruszyliśmy na Chełmową Górę. Tak, tak my wszędzie znajdziemy jakąś górę na którą warto wejść. Nie ważne czy jesteśmy w górach, na nizinach, wyżynach czy też nad morzem 😉 wszędzie wynajdziemy coś na co można się wdrapać. Zboczem Chełmowej Góry wiedzie czarny szlak, który docelowo prowadzi do Jaskini Łokietka. Niestety była ona zamknięta ze względu na panującą pandemię. Dlatego też gdy dotarliśmy do skrzyżowania szlaków ruszyliśmy niebieskim w dół w drogę powrotną. Warto wybrać się tą trasą. Po drodze można oglądać bardzo ciekawe formacje skalne. Momentami jednak jest trochę ślisko na kamieniach. Niebieski szlak zaprowadził nas wprost pod Bramę Krakowską. Zmęczeni po całodniowych wojażach wróciliśmy na kwaterę.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wycieczki z pracownikami parku. Ruszyliśmy wspólnie zwiedzać jaskinię ciemną. Po zakończeniu oficjalnej części spotkania poszliśmy na spacer zielonym szlakiem. Po drodze widzieliśmy wejścia do jaskiń. Ten szlak wiedzie szczytami przez Wzgórze Okopy, skałę Wapiennik oraz Kamienną Górę aż do Jaskini Ciemnej. Idąc co jakiś czas dochodzi się do punktów widokowych. Największe wrażenie zrobiły na nas te miejsca, gdzie półka skalna na której staliśmy schodziła pionowo w dół. Dzień był długi i chcieliśmy go dobrze spożytkować. Dolina Sąspowska przykuła naszą uwagę już na drogowskazach, które mijaliśmy. Podobno to najdziksza dolina Ojcowskiego Parku Narodowego a skoro jesteśmy na Dzikiej Odysei to w takim razie coś dla nas. I o ile na wcześniejszym szlaku było dość sporo turystów tutaj nie było nikogo. Szlak biegnie wzdłuż potoku Sąspówka. Z boku doliny las porasta wapienne zbocza z ciekawymi formacjami skalnymi, które działają na wyobraźnię, szczególnie najmłodszych. W samej dolinie przy i na potoku można wypatrzyć ślady działalności bobów. Pogryzione drzewa, gałęzie tworzące tamy na potoku to właśnie wizytówka tych gryzoni. Żółty szlak, którym szliśmy prowadzi aż pod zamek w Pieskowej Skale. My doszliśmy tylko do zielonego szlaku i nim ruszyliśmy w drogę powrotną do parkingu pod zamkiem, gdzie zostawiliśmy samochód.
Dolina Sąspowska to nie lada gratka dla entuzjastów przyrody. Panuje tu cisza i spokój. Przez całą drogę nie spotkaliśmy ani jednej osoby a przecież był to szczyt sezonu turystycznego i w samym Ojcowie ciężko o miejsce parkingowe. Jednak jak widać większość turystów wybiera spacer asfaltową drogą wzdłuż doliny prądnika. Ojcowski Park pomimo, że najmniejszy ma wiele do zaoferowania. Troszkę mamy niedosyt, że ze względu na pandemię niektóre obiekty w tym Jaskinia Łokietka były zamknięte. No i niestety nie udało nam się wytropić nietoperzy. No nic trzeba będzie tu jeszcze wrócić, co chętnie uczynimy 😊