A łimbołeeeeeeee… kolejna przygoda za nami!!! tym razem, wraz Dziką Odyseją zawitaliśmy do Karkonoskiego Parku Narodowego… oj działo się!!!
Naszą wyprawę do Karkonoskiego Parku Nardowym postanowiliśmy rozciągnąć na 3 dni, tak więc wyruszyliśmy w piątek rano, aby, jak założyliśmy, dotrzeć w swoim tempie i na spokojnie do bazy w Jeleniej Górze. Oczywiście, jak to zwykle bywa, plany zakładają jedno, a rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Już sam wyjazd z Warszawy okazał się problematyczny- ogromna mgła sparaliżowała poranny ruch i wyjazd ze stolicy zajął nam ponad 1,5 h. Remont na A1 i zamknięcie wiaduktów (akurat w ten weekend) również spowolniły naszą podróż. Kiedy wydawało się że teraz to już tylko prosta droga, kolejny przystanek zafundował nam Mateusz i jego problem żołądkowy, który wymusił konieczność solidnego wyczyszczenia auta i zmiany całej garderoby. No cóż! Nie tak łatwo nas zrazić, nie poddajemy się i jedziemy dalej, mając nadzieję że limit “nieszczęść” został już wyczerpany (akurat!). Po drodze postanawiamy nawet zboczyć z trasy i odwiedzić malowniczo położony Zamek Książ (przepiękny).
Do Jeleniej Góry docieramy ok. godz. 15. Szybkie rozpakowanie, obiad i wyruszamy w poszukiwaniu śniegu, a dokładniej ośnieżonego stoku. Docieramy do Karpacza, gdzie na sztucznie naśnieżanym stoku Winterpol Biały Jar, do późnych godzin oddajemy się białemu szaleństwu na nartach. Jest cudnie! Tego nam było trzeba! Czy ja przez przypadek napisałam, że limit nieszczęść został wyczerpany?!?! otóż NIE! Naszą “wisienką na torcie”, na zakończenie tego szalonego dnia, okazało się zatrzymanie przez policję, dokładnie 200 m przed naszą bazą w Jeleniej Górze :(! Ufff idziemy w końcu spać… a to dopiero pierwszy dzień!!!
Sobota 18.01 dzień Dzikiej Odyseii! Wyruszamy po godz. 9 na spotkanie w Szklarskiej Porębie w Karkonoskim Centrum Edukacji Przyrodniczej. Warsztaty bębniarskie, kolejna dawka wiedzy na temat lodowca (poznaliśy nawet jego imię- Lódwilk Skandynawski,które bardzo spodobało się dzieciom) i wyruszamy na szlak. Wraz z pracownikami parku wyruszamy do wodospadu Kamieńczyka. Po drodze otrzymujemy dużą dawkę ciekawych informacji oraz podziwiamy piękno karkonoskiej przyrody. Jest bosko!
Po zwiedzeniu wodospadu Kamieńczyka spotykamu sie jeszcze ze strażnikami parku. Podczas spotkania, swoimi pytaniamia, dzieci testują nie tylko cierpliowość samych strażników, ale poddają testom wytrzymałości również ich sprzęt 🙂 Ostatecznie wszyscy i wszystko chyba przetrwało naszą wizytę 🙂
Po zakończonej Dzikiej Odsyeii postanawiamy wyruszyć dalej w poszukiwaniu przygód. Po szybkiej konsultacji z pracownikami parku, zapada decyzja o wejściu na Szrenicę. Zakładamy raczki i ruszamy. Cel ambitny- wejść na wysokość 1362 m n.p.m. z 5-latkiem i 9-latkiem! Ja sama z dwójka dzieci!!! Dodatkowo musimy zdążyć z wejściem do godz. 16, kiedy to odjeżdża ostatnia kolejka zwożąca turystów do Szklarskiej Poręby. Damy radę! Pierwsza godzina przebiega w miłej atmosferze, jest lekkie zmęczenie, ale są też wygłupy i zabawy na śniegu- w końcu znaleźliśmy pierwszy prawdziwy śnieg tej zimy!!! Kolejna godzina upływa już na gorączkowym sprawdzaniu zegarka i pośpieszaniu dzieci. Siły i morale zaczynają opadać. Pojawiają się pierwsze kryzysy! Pocieszeniem jest tylko, ostatnia, jak nam się wówczas wydawało, prosta prowadząca do widocznego schroniska. Spoglądam na zegarek i spokojnie stwierdzam że zdążymy! Godz. 15:30 jesteśmy… ale jak się okazało nie na szczycie 🙁 Dotarliśmy do schroniska “Na hali Szrenickiej” na poziomie 1200 m n.p.m. Pierwsza radość zmienia sie w lekką panikę. Muszę zakomunikować dzieciom, że to nie koniec wspinaczki, że przed nami jeszcze najgorsze podejście. Zostało nam 30 minut a sił praktycznie zero. U chłopców pojawiają się łzy! Są wyczerpani I moje argumenty średnio do nich przemawiają! Trzeba się jednak wziąć w garść, jeśli chcemy zdążyc na kolejkę. Zaczynamy nasze najgorsze podejście. Idziemy w górę mimo że szczytu nie widać (straszna mgła), więc nie wiemy jak daleko jest cel. Pot i łzy leją się strumieniami! Pojawiają się słowa “nie dam rady”. Zegarek jakby oszalał i przyspieszył. Na szczęscie zza mgły lekko zaczyna prześwitywać budynek docelowego schroniska. Szczyt jest blisko, ale czasu coraz mniej. W końcu docieramy na górę! Godz. 15:52, mamy 8 minut, ale gdzie jest kolejka? Wpadam jak strzała do schroniska, szybkie rozenzanie w temacie kolejki, i ruszamy we wskazanym kierunku. Ale przecież tam nic nie ma! nic nie widać! Wracam z powrotem do schroniska, kolejne pytania i ten sam kierunek. Ruszamy! mamy 3 minuty! Zaczyna być niebezpiecznie! Przez pośpiech zaliczamy upadek, potem drugi i kolejny, jest strasznie ślisko, nawet raczki nie dają rady! To bez sensu! kolejki nie widać! Nie zdążymy! Zawracamy do schroniska! Utkneliśmy!
Dzieci zrozpaczone, w końcu wychodzą z założenia że skoro nie zdązylismy na kolejkę to czeka nas piesze zejście. Właśnie zaczyna zapadać zmrok, oczywiście o pieszej drodze powrotnej nie ma mowy. Po szybkim zebraniu myśli podejmuję decyzję- zostajemy w schronisku, zjedziemy rano. Dzieci uspokojone i nawet pojawiajają się pierwsze uśmiechy. Mgła właśnie opadła i zza okna dostrzegamy nasz nieszczęsny wyciąg- a to tam się ukrył 😉 Szczęśliwym zbiegem różnych okoliczności, udaję nam się jednak jeszcze tego samego wieczora dotrzeć do Szklarskiej Poręby. W nagrodę idziemy na gigantyczne desery lodowe ze wszystkim możliwymi dodatkami- po takiej przygodzie wszystko było dozwolone i w pełni zasłużone! W chłopców jakby wstąpiły nowe siły witalne i na dodatek uśmiechy nie schodziły już z ust do końca dnia.
Jednego jestem pewna- ta przygoda na długo zostanie nam w pamięci. Dzień drugi- zakończony! W ostatnim dniu w Karkonoszach postanawiamy zdobyć, nieco mniejszy szczyt niż poprzedniego dnia- wyruszamy zatem na zdobycie Zamku Chojnik, wszak to “tylko” 627 m n.p.m. Trasa okazuje niezwykle malownicza i bardzo przyjemna. Oprócz pogody (deszcz przeplatany ze śniegiem i mgłą) nic nas w zasadzie nie zaskoczyło. Mogliśy w pełni i bez żadnych niespodzianek, rozkoszować się pięknem Karkkonoszy. Ach jak tu jest pięknie! Chwilo trwaj! Późnym wieczorem, cali i zdrowi docieramy do Warszawy!

W głowie szumią jeszcze przygody z Karkonoskiego Parku Narodowego a już w głowach układamy kolejny plan. Za 5 dni przed nami wyjazd do Londynu, a za dwa tygdnie przygoda w Wolińskim Parku Narodowym.
To będzie dziki początek roku!


Aneta Głuszyk