Przygoda w Karkonoskim Parku Narodowym
Uwielbiam góry. Wychowałam się w nich, i całe moje młode życie kształtowane było przez żywioły natury i bajkowe krajobrazy. Górski ciepły i silny wiatr za oknem, śnieg nagle w środku lata, spotkane kozice na szlaku na grani, lub sarenki na łące obok domu, często narty lub biegówki na nogach …Tatry…najwyższe, najbardziej znane polskie góry. Tam był mój rodzinny dom.
Nie sądziłam że przyjdzie mi zakochać się w Karkonoszach, w które zaprowadziła nas kolejna edycja Dzikiej Odysei. Szklarska Poręba i otaczające ją tereny, w której zagościliśmy na czas naszej comiesięcznej przygody z Krystianem Tyrańskim i jego odjazdowym projektem – safari po polskich parkach narodowych, stała się moją absolutną miłością.
Romantycznie położona w górkach i dolinach, poprzecinana małymi, krętymi uliczkami na stromych zboczach prowadzących do pensjonatów i willi letniskowych…taka prawdziwa miejscowość górska z klimatem. Przypominała mi urocze wioski alpejskie ukryte w dolinach na zaśnieżonych zboczach…. Tyle, że teraz zupełnie zielona, pomimo daty 15- go stycznia w kalendarzu…Stare, stylowe prawie stuletnie domy letniskowe. Byłam oczarowana. Zaraz po przyjeździe wieczorem, poszliśmy wraz z mężem na romantyczny spacer do kamiennego kościółka na wzgórzu. Pamiętam zapach ostrego, rześkiego, czystego powietrza i szum drzew poruszanych nasilającym się ciepłym wiatrem….Karkonoskim wiatrem halnym. To on był przyczyną braku śniegu.
Przyjechaliśmy jak zwykle dzień wcześniej, żeby skorzystać z uroków okolicy. Plany na piątek mieliśmy bardzo ambitnie. Wyjazd koleją krzesełkową na Szrenicę i spacer po grani. Pogoda miała być fajna z rana, a potem miało przyjść zachmurzenie. Na parkingu pod wyciągiem poinformowano nas, że kolej nie chodzi z powodu silnego wiatru. Na grani wiatr pędził z prędkością 100 km na godzinę. Widzieliśmy nad szczytami wały przewalających się tabunów chmur. Pędziły z zawrotną szybkością, kotłując się w rejonie grani. To było niesamowite widowisko. Bałam się, że te chmury zaleją zaraz cała miejscowość leżącą u podnóża gór. A one na szczęście się tylko toczyły i toczyły. Silny górski wiatr- nazywany u nas na Podhalu wiatrem halnym…od piętra hal, w rejonie których zawsze „tańczy”. Tutaj, ze Szklarskiej, lepiej było zaobserwować to zjawisko z uwagi na mniejszy dystans do grani….Pomiędzy karkonoskimi dolinami a szczytami jest mniejsza różnica wysokości .Taka niesamowita bliskość żywiołu która z jednej strony napawa lękiem, z drugiej jest tak piękna i ekscytująca, że nie można od niej oka oderwać…. Prawdziwa, zaskakująca, dzikość przyrody….
Zmieniliśmy szybko plany i mimo wszystko „uciekliśmy” w położone obok, na przeciwległych zboczach, Góry Izerskie, na uroczy szlak do wysokiego Kamienia 1085mnpm. Wiatr spowodował zalodzenie szlaku, dlatego pomimo ciepełka w powietrzu dzieci musiały ubrać raki, by sprawnie poruszać się . Mimo silnego wiatru słoneczko i piękna pogoda towarzyszyły nam cały dzień. Z punktu widokowego przy schronisku na szczycie obserwowaliśmy zachwycające zjawisko kłębiących się mas powietrza. W schronisku świętowaliśmy nasze rodzinne spotkanie na szczycie przy herbacie i najlepszej szarlotce w okolicy. W drodze powrotnej spędziliśmy dużo czasu na ciekawej formacji skalnej- Mnichu , gdzie dzieci bawiły się i wspinały przez ponad godzinę. Widoki z góry zapierały dech w piersi. Uczucie spełnienia i szczęścia, że jesteśmy całą rodziną w tak niezwykłym miejscu, wypełniało nasze serca i umysły. Na jednej z tablic edukacyjnych na szlaku przeczytaliśmy wiersz poety Jana Sztaudyngera, który zamieszkał w latach 1946-1950 w Szklarskiej Porębie
„Trzeba iść dokądkolwiek, trzeba ufać drodze, Gnuśnieję, kiedy nigdzie z domu nie wychodzę”
W pełni zgadzając się z poetą wylegiwaliśmy się na skałach twarzą zwróconą do ciepłego słonka i delektując się pięknem przyrody, wspólną obecnością, ciszą i radością uczestniczenia w projekcie Dzikiej Odysei, dzięki któremu musimy „wyjść z domu naszej codzienności „ i możemy poznawać najpiękniejsze przyrodnicze zakątki naszej ojczyzny.
Popołudnie minęło nam leniwie w schronisku, w którym zatrzymaliśmy się na czas naszego pobytu Szklarskiej w wypoczywając przed zbliżającą się sobotą. Sobota to dzień startowy naszej faktycznej wyprawy . To dzień widowiska w siedzibie Karkonoskiego Parku Narodowego i spotkania z Krystianem oraz z rodzinami uczestniczącymi w Odysei.
Siedziba KPN zachwyciła nas swoją nowoczesnością. Wspaniała wystawa, ciekawe wydawnictwa…fantastyczni pracownicy. Nie mogliśmy się doczekać na widowisko, czyli nasze opowieści przyrodnicze przygotowane przez Krystiana. Tym razem poznaliśmy lodowego olbrzyma o imieniu Lódwilk, wraz z którym Krystian opowiedział dzieciom w bardzo piękny i przystępny sposób historię zlodowacenia Europy. Prezentacja była tak pomysłowa, ciekawa i przystępna, że nawet sami pracownicy parku byli zachwyceni nowatorskim podejściem Krystiana do tematu. Wykonał bardzo duży kawał dobrej roboty przygotowując tak dobry materiał edukacyjny.
Potem tradycyjnie kawa, śniadanko i wyruszyliśmy na szlak. Za sprawą wiatru halnego było zimno i szaro, ale bajkowość miejsca do którego zmierzaliśmy zrekompensowała nam te niedogodności. Poza tym jak to mówi moja mama.. „w górach nie ma złej pogody, są tylko nieprzygotowani turyści…..”
Nasza najmłodsza Marysia chętnie dreptała za innymi dzieciakami w górę, pomimo że w zanadrzu mieliśmy nosidło…ale siła grupy i obecność ukochanego przez dzieci Krystiana działała cuda…Nawet najmłodsze dzieci biegły bez zmęczenia, odzyskiwały siły….
Wodospad Kamieńczyka odwiedziliśmy w towarzystwie pracowników Parku- przewodników ich wspaniałych opowieści. Poznaliśmy Ptaszka Podróżniczka, dowiedzieliśmy się dlaczego Szklarska jest Porębą😊 itd….Cała ta wiedza w formie przystępnej dla dzieci, za co uwielbiam Odyseję i jej edukacyjny charakter przystosowany do możliwości percepcyjnych dzieci. Szlak do wodospadu krótki, ale nasze zwiedzanie tego dnia długie. Posiady na kamieniach, przy wodospadzie, w schronisku….Dobry czas bo nie ma takich tłumów i miło spędzać dzień na szlaku.
Zmarznięci ale szczęśliwi wracamy do ciepłego domu, żeby zjeść, zagrzać się i planować dalszą część przygody. Naszym rodzinnym marzeniem jest powrócić tutaj i wyruszyć w bardzo atrakcyjną Dużą Sztaudyngerowską Trasę Turystyczną, czyli na „Wędrówki z Fraszką”. W 14 punktach trasy postawiono tablice informacyjne, na których krótko opisano miejsce, w którym dana tablica się znajduje, informacja o Janie Sztaudyngerze oraz fraszka jego autorstwa. Mottem przewodnim trasy jest wiersz „ Krajobrazy jak ziarnka”

Krajobrazy jak ziarnka różańca odmawiam,

Nie pragnę nowych, stale stare wznawiam,

I na tych samych, z pasją ciągle nową

Nalepiam moje niedołężne słowo.

Widać mnie tknęła Sopliców choroba,

Nic prócz ojczyzny mi się nie podoba.