Rozpoczynamy drugą przygodę- tym razem jedziemy do Parku Nardowego Gór Stołowych.

Góry Stołowe poznaliśmy już jakiś czas temu, i nie ma co ukrywać, zakochaliśmy się w nich bez pamięci 🙂 Czasami wydaje mi się, że nawet z wzajmenością, bo wyjątkowo trafiamy zawsze na cudowną pogodę (niezaleznie od pory roku w której je odwiedzamy). Tak było również tym razem (to musi być MIŁOŚĆ ;).

A zaczęło się tak…

Moja przygoda stała pod dużym znakiem zapytania, bo tuż przed wyjazdem “złapało” mnie ogromne przeziębienie. Szymon i Mateusz mieli pojechać tym razem z tatą, ale… no właśnie ALE… przecież to GÓRY STOŁOWE… żadne przeziębienie nie stanie mi na przeszkodzie żeby ponownie się tam znaleźć! I tak ruszyłam w drogę również ja (i ogromny zapas chusteczek 😉 )

Magia miejsca docelowego sprawiła że nawet pobudka o 3:30 nie okazała się tak straszna jak przy wyprawie do PN Ujście Warty. Szybkie przygotowanie, termosy, wałówka i w drogę…

Nauczona doświadczeniem z poprzedniej przygody, liczyłam tym razem na towarzystwo moich chłopaków, na ciekawe rozmowy i długie pogawędki które umilą długą podróż, tym bardziej że na pokładzie mieliśmy dodatkowego pasażera w osobie taty chłopców… no cóż.. moje “rozrywkowe” towarzystwo postanowiło zrobić mi na przekór i tym razem WSZYSCY poszli spać!!!

Podróż przebiegła bez żadnych zakłóceń. Cudowną trasą S8 i kawałkiem autostrady dotarliśmy w 4h do Wrocławia, później (już mniej atrakcyjną drogą) dojechaliśmy do miejsca docelowego. Łącznie podróż zajęła nam trochę ponad 5 h.

A na miejscu…

Warsztaty bębniarskie z Panem Krystianem jak zwykle SUPER. Nowa piosenka zapadła nam w pamięć na tyle mocno, że codziennie ją sobie podśpiewujemy ♫♪♫♪

Wyprawa do labiryntu Błędnych Skał -REWELACJA. Dzieci otrzymały zadanie wypatrywania w skałach zopopotamów, i w ten sposób co chwilę mieliśmy przystanek w celu sfotografowania kolejnego “mieszkańca” Gór Stołowych. Fajne było to, że w fotografowanym obiekcie, każdy z nas widział innego zwierzaka.

Po wyprawie przejechaliśmy jeszcze do Ekocentrum Parku Narodowego Gór Stołowych , ale przyznam szczerze że ta część wyprawy była najmniej atrakcyjna dla dzieci- zmęczenie i głód wzięło już górę. Na szczęście udało im się dzielnie wytrzymać do końca filmu. Dzieci ożywiły się oczywiście przy multimedialnej wystawie, szczególnie przy monitorach z zagadkami.

Nasza przygoda jednak nie zakończyła się na jednodniowym pobycie. Następnego dnia postanowiliśmy “zdobyć” Szczeliniec. Pogoda, jak na połowę listopada, totalnie zwariowała- piękne słońce i 14ºC. Czego chcieć więcej, spędzając czas w tak cudownych okolicznościach przyrody.

Trasa na Szczeliniec bardzo przyjemna i niezbyt wymagająca dla dzieci, a widoki na górze rekompensują każdy grymas na twarzy podczas “wspinaczki”.

Opuszczając PN Gór Stołowych natknęliśmy się jeszcze na polane, gdzie wypasane były konie. Podjechaliśmy do nich z nadzieją na wykonanie fajnych zdjęć. Konie jak tylko nas zobaczyły od razu podeszły bliżej i  skorzystały z jabłkowego poczęstunku. Konie niczym modele, chętnie pozowały do zdjęć sprawiając wszystkim mnóstwo radości.

Wyprawa zakończyła się powrotem w niedzielę wieczór. Swoją drogą, bardzo dziwne uczucie nas ogarnęło przy wjeździe do Warszawy- miasto wydało się jakby większe, bardziej zatłoczone, głośne. Zdałam sobie sprawę, że w codziennym pędzie nie zauważam tego.