Jesteśmy 3-osobową rodziną z Warszawy: ja- mama Aneta, Szymon (9 lat) oraz Mateusz (5 lat).
O dzikiej Odysei dowiedzieliśmy się przez przypadek, na warsztatach Pana Krystiana i od razu pokochaliśmy ten projekt. Naszą przygodę rozpoczęliśmy dopiero od drugiego parku tj. od PN „Ujście Warty”.

Najbardziej przerażała mnie (i chyba nadal trochę przeraża) myśl o setkach kilometrów do przebycia z 2 dzieci, ale zapał i radość dzieci oraz chęć przeżycia wspaniałej przygody przezwyciężają lęk i dlatego postanowiliśmy wyruszyć w drogę. Cel ambitny- 22 parki narodowe (1 przegapiliśmy:( ) w 22 miesiące… czy damy radę? Mocno wierzymy, że TAK!  🙂

Wyprawa nr 1

26.10.2019, pobudka o strasznej godzinie 3:30 (!!!), szybki prysznic, śniadanie, termosy i w drogę. Do przebycia prawie 500 km, a na dodatek musimy zdążyć na godz. 10:00!

Dla osoby która nienawidzi się spóźniać, tykający zegar okazał się gorszy niż setki kilometrów do przebycia. Narzuciłam spore tempo. W mojej wyobraźni wyglądało to mniej więcej tak: dzieci śpią co najmniej do godz. 8 a ja w tym czasie pokonuję jak największą liczbę kilometrów, postój dopiero po przebudzeniu dzieci.

No cóż… synowie dosyć szybko zweryfikowali mój plan, i tak do godziny 8 nie zmrużyli oka nawet na minutę (tak, tak ja też słyszałam że wszystkie dzieci podobno śpią w samochodzie-ale najwyraźniej moje dzieci o tym nie słyszały 😉 ).

Z Warszawy trasą S8 skierowaliśmy się na Poznań a następnie wskoczyliśmy na autostradę, aby pomknąć prosto do celu (swoją drogą zaskoczyła mnie ilość opłat pobieranych na tym odcinku autostrady- wielki szok $€£¥).

Ciemności za oknem nie sprzyjały jeździe. Zszokowany organizm zdecydowanie domagał się snu, no ale od czego jest kawa 😉 (zapamiętać- nie należy pić kawy prosto z termosu podczas jazdy 😉

Ruch na drodze niewielki.

Po godzinie 7 słońce nieśmiało zaczęło rozjaśniać trasę, ukazując nam przepiękny wschód słońca – nawet ten widziany w lusterku auta potrafi zachwycić. 🙂

Po 5,5 h jazdy i jednym błędnym zjeździe z autostrady, który wymusił konieczność nadrobienia 50 km, udało nam się dotrzeć do celu, i na dodatek 30 minut przez czasem (brawo JA). 
A co się działo później… zapraszamy do obejrzenia filmiku z wyprawy (w przygotowaniu).

Agata Głuszyk