Każdy wyjazd wiąże się z poważnym wyborem – jechać tylko do celu i szybko wrócić, płacąc wyłącznie za przejazd, czy może przedłużyć pobyt, korzystając z faktu, że podróż zawsze kosztuje tyle samo, i dokładniej zwiedzić okolicę. Krótki pobyt wydaje się mniej opłacalny (choć tańszy), ale na długi trudniej wygospodarować czas i fundusze. Efekt tego dylematu jest taki, że często nie jedzie się wcale! W przypadku Dzikiej Odysei niepojechanie nie wchodzi w grę – nie po to się deklarujemy, żeby słowa nie dotrzymać. Wyzwanie jest mocno motywujące. Dlatego trzeba było wypracować kompromis.

Postanowiliśmy wyjechać z Warszawy w piątek rano, po drodze zobaczyć Wartę w Koninie, zwiedzić Biskupin i zjeść obiad w Gnieźnie, a następnie zatrzymać się na noc w starej szkole w pobliżu Parku Narodowego Ujście Warty, by jeszcze przed świtem wstać i udać się na podglądanie porannych przelotów ptaków, a po całym dniu warsztatów, spacerów i obserwowania przeróżnych zwierząt wrócić na noc do domu. W ten sposób maksymalnie wykorzystać dwa dni, połączyć lekcje historii i przyrody, a w trakcie nie przysypiać ze zmęczenia.

Czy się udało? Zdecydowanie tak! Oczywiście nie zabrakło problemów (auto w warsztacie i konieczność wypożyczenia innego; przeziębienie; nadspodziewanie zimny poranek – nie sądziliśmy, że będzie tak porządnie wiało!), ale w dobrym towarzystwie i z odpowiednim nastawieniem żadne kłopoty nie są straszne.

Poza zrealizowaniem podstawowego planu, udało nam się przypadkiem trafić do restauracji po Kuchennych Rewolucjach, a wracając zajechaliśmy zobaczyć Jezusa w Świebodzinie. Atrakcji, szczególnie jak na tylko dwa dni, zdecydowanie nie brakowało!

Czy byśmy coś poprawili? Tak, zaopatrzylibyśmy się w lornetki na poranne podziwianie ptaków i inaczej byśmy zdecydowali w kwestii noclegu – jeden dzień dłużej na miejscu wcale by nam nie zaszkodził. Nie znamy tego regionu aż tak dobrze, rzadko tu bywamy, więc powinniśmy byli wykorzystać okazję (i dobrą pogodę), by spędzić tu więcej czasu. Ale cóż… po fakcie łatwiej oceniać.

Na szczęście świadomość, co mogło być lepiej, nie przysłania nam radości z tego wyjazdu. Ogromnie satysfakcjonujące jest obserwowanie, jak szybko dzieci chłoną informacje podawane im w tak ciekawy i różnorodny sposób – czytając o historii Słowian i atrakcjach Parku Narodowego w podręczniku na pewno nie zapamiętałyby tak dużo. I my też nie.

Cudownie jest móc połączyć przyjemne (rodzinny wypad) z pożytecznym (cała masa wiedzy i dużo ruchu). Wszystkim takie spędzanie wolnego czasu polecamy! I już nie możemy się doczekać kolejnego wyjazdu.