Nadszedł grudzień. Dzień się zrobił bardzo krótki, święta Bożego Narodzenia zbliżały się wielkimi krokami. Wszyscy wkoło gdzieś biegają, kupują gwiazdkowe prezenty lub sprzątają dom. A my co robimy tydzień przed świętami? Szukamy dobrego noclegu na suwalszczyźnie! Bo przed nami czwarta rodzinna wyprawa do parku narodowego. Tym razem pojechaliśmy nad jezioro Wigry. Tam też nas nigdy nie było, więc była to podróż w nieznane!
Tym razem spakowaliśmy się i wyjechaliśmy na północ Polski w piątek wieczorem. Pakowanie nie jest już takie proste jak dotychczas. Zrobiło się całkiem zimno i mokro, więc nasza pięcioosobowa rodzina wypełniła walizki po brzegi zapasowymi kurtkami, spodniami i butami i rękawiczkami. Dobrze, że nasz samochód to wszystko mieści!
Przy szukaniu kwatery na dwie noce poza domem naszła mnie jeszcze jedna refleksja. Wyjazdy w ramach Dzikiej Odysei to nie tylko poznawanie dzikiego królestwa parków narodowych. To także poznawanie ludzi, do których przyjeżdżamy w gościnę, ich domów i zwyczajów. A to równie fascynująca przygoda! Styl ich życia często różni się od naszego warszawskiego, przepełnionego pośpiechem i zgiełkiem. Tym razem zawitaliśmy do rodziny w Cimochowiźnie, do domu położonego w malowniczym miejscu pomiędzy jeziorami. Nie dochodził tu żaden szum miasta, ani światło reflektorów. Na podwórku biegał stary pies, na stercie drewna siedział kot. Jakież to proste i naturalne… Gospodarze zaczynali dzień o szóstej rano wyjściem na roraty!

W sobotę padał śnieg! Pierwszy raz w tym roku, więc radość dzieci była wielka. Całą grupą pionierskich rodzin udaliśmy się w ciekawe miejsce – do wylęgarni ryb Wigierskiego Parku Narodowego! Tutaj pracownicy dbają o zachowanie różnorodności gatunkowej ryb w pobliskich jeziorach oraz wodach w innych rejonach kraju. W chłodnej piwnicy sprawiającej wrażenie wielkiej łaźni poznaliśmy proces wylęgu. Od połowu samic z ikrą poprzez dojrzewanie jajeczek, wylęganie się małych rybek do ich wzrostu i uwolnienia do jeziora. Z ciekawością obserwowaliśmy ruch rybiej ikry w dwustu pięćdziesięciu słojach przepłukiwanych bieżącą wodą o odpowiedniej temperaturze. I pomyśleć, że 40 milionów jaj da podobną ilość narybku!

W niedzielę wyruszyliśmy leśną ścieżką “Samle” nad Jezioro Gałęziste. Mieliśmy dobre humory, więc po drodze wymyślaliśmy rodzinne zabawy. Na mostku graliśmy w “misie – patysie”, czyli w wyścig patyczków w strumyku, którego nauczyliśmy się od Kubusia Puchatka. W okopach z drugiej wojny światowej nakręcaliśmy bitewną scenę, a Asia udawała bobra budującego tamę. Najmłodsza Agusia nabrała odwagi, by po raz pierwszy nakręcić swoją dłuższą relację filmową i radiowy wywiad z siostrą. Inspiracją do tego była polana z dużą ilością ściętych drzew przez zamieszkujące tam bobry. Co prawda bobra nie spotkaliśmy, ale po ich działalności w terenie widać było, że czują się tu świetnie! Tak samo jak my! Wyjeżdżając do domu obiecaliśmy sobie, że koniecznie wrócimy tu latem, by pływając łódką po jeziorze, poznać Wigry i tutejszą faunę.