DZIENNIK #4.8 Wigierski Park Narodowy – Dzika Odyseja rodziny Hyży

W naszym ponad 40-letnim życiu trochę już podróżowaliśmy. Bliżej lub dalej, jednak Wigierski Park Narodowy nigdy nie znalazł się na liście naszych wojaży. Jeżeli chodzi o tę część naszego pięknego kraju, to ‘Polski Biegun Zimna” skutecznie nas do tej pory odstraszał! Rozpoczynaliśmy tą wyprawą, zimową część Dzikiej Odysei. Musimy przyznać, iż perspektywa jazdy na północ w połowie grudnia nie napawała nas optymistycznie. A w niedalekiej odległości Święta Bożego Narodzenia i cały natłok obowiązków z tym związanych. Ale jak się powiedziało A, trzeba też powiedzieć B. Mimo iż zdrowy rozsądek podpowiadał, żeby zostać w domu, w czwartkowy wieczór, między pieczeniem pierników a ich dekorowaniem, spakowaliśmy się i przygotowaliśmy wszystko do podróży. Mogliśmy więc bez problemu w piątkowe popołudnie, prosto po pracy i szkole ruszyć w drogę.
Podróż zaczęliśmy wesoło. Trzeba przyznać, iż godziny spędzone w samochodzie i kolejne przebyte kilometry, to czas bezcenny (oczywiście pod warunkiem, że dzieciaki nie marudzą za bardzo). Często w natłoku różnorodnych zajęć, pracy, szkoły, nie ma chwili, żeby usiąść i spokojnie porozmawiać. A już żeby mieć 8 godzin, gdzie jesteśmy wszyscy razem, w jednym miejscu i mamy czas tylko dla siebie…. To ostatnio…. tylko Dzika Odyseja. Tak więc korzystaliśmy i kolejne kilometry mijały. W środku nocy, z dziećmi które mimo zmęczenia po całym tygodniu nauki i zabawy, jakoś nie chciały spać, dotarliśmy na miejsce.
Celem naszej sobotniej podróży było Muzeum Wigier w Starym Folwarku. Niby z Augustowa niedaleko, ale nie dla nas. Na miejsce widowiska dotarliśmy oczywiście lekko spóźnieni. Będziemy musieli w końcu popracować nad samodyscypliną. Choć i tak jak patrzymy na nasze dzieci, które w weekendy nie wstają przed godz. 11, to Dzika Odyseja działa bardzo mobilizująco. Od progu przywitali nas uśmiechnięci pracownicy parku. Mieli w sobie takie niespożyte pokłady energii, że ich entuzjazm udzielił się również nam. Całe zmęczenie wynikające z przebytej trasy, jakoś wyparowało. Muzeum Wigier jest takim miejscem na mapie, które będąc na Suwalszczyźnie, koniecznie trzeba odwiedzić. Ciekawa ekspozycja dotycząca środowiska parku oraz Jeziora Wigry, przygotowana głównie z myślą o dzieciach, stanowi też świetną atrakcję dla dorosłych. Jest to miejsce, w którym można posłuchać o rozmnażaniu sielaw, obejrzeć dno jeziora z batyskafu, zobaczyć obozowisko dawnych mieszkańców polujących na renifery. Można też spróbować rozpalić ogień! Interaktywna ekspozycja i mnóstwo eksponatów, w połączeniu z niesamowitą wiedzą przewodnika sprawiło, że czas w Muzeum Wigier minął bardzo szybko. Myślę, że spokojnie moglibyśmy tam spędzić jeszcze z godzinę i byłoby mało. Ale przecież to nie był koniec atrakcji, które ma do zaoferowania Wigierski Park Narodowy.
Ruszyliśmy więc w teren. Nie wiem czy to kwestia pory roku, ale odnieśliśmy wrażenie, że Wigierski Park Narodowy jest świetnym miejscem dla kogoś, kto szuka ciszy i spokoju. Dzika przyroda na wyciągnięcie ręki, na każdym kroku widoczne ślady mieszkańców parku. Wspólnie z pracownikiem parku ruszyliśmy do wylęgarni ryb, szukając po drodze śladów obecności bobrów. Jeżeli chodzi o kwestie znajomości gatunków ryb, to wykazujemy się podobną ignorancją jak w przypadku znajomości gatunków ptaków. Jednak widok milionów jajeczek, które za kilka miesięcy mają zarybić jezioro, robił wrażenie. Poznaliśmy całodobowy proces pielęgnacji ikry, o którym do tej pory raczej mieliśmy mgliste pojęcie. Wracając do Muzeum Wigier mieliśmy jeszcze okazję podziwiać piękną panoramę Jeziora Wigry z widokiem na zabytkowy klasztor.
Wydaje nam się, że kilka dni to za mało, żeby dobrze poznać uroki Wigierskiego Parku Narodowego. Wspaniałe krajobrazy, przepiękne miejsca, dobrze oznaczone trasy turystyczne i cudne trasy rowerowe. Setki atrakcji, których nie udało się zobaczyć, w trakcie krótkiego weekendu. Wszechobecny spokój, którego tak brakuje na naszych małopolskich szlakach. Cóż będziemy musieli dopisać Suwalszczyznę do tych miejsc na mapie, do których koniecznie musimy wrócić. Z każdą kolejną wyprawą w ramach Dzikiej Odysei, tych miejsc na mapie przybywa. A już kolejna na horyzoncie. Będzie jak zwykle dziko. Ale najpierw, nie rozstając się jeszcze z tym pięknym zakątkiem Polski, obraliśmy kierunek Augustów i Suwałki….. A tam jak na grudzień przystało… spotkaliśmy Świętego Mikołaja.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tematycznie

Powiązane Wpisy

Zakończenie Dzikiej Odysei

Ekspedycja Pionierów dobiega końca. W połowie lipca jesteśmy w drodze z Magurskiego Parku Narodowego do ostatniej naszej bazy terenowej w Tatrzańskim Parku Narodowym. Po drodze