DZIENNIK #6.5 Woliński Park Narodowy – Dzika Odyseja rodziny Cieślińskich

Woliński Park Narodowy jest najbardziej oddalonym od naszego domu miejscem w Polsce. Wybieramy się tam na kolejną przygodę tym razem marzymy o spotkaniu z bielikiem.
Do Miedzyzdrojów dotarliśmy późno wieczorem. Kiedy się rozpakowaliśmy tata powiedział, że pójdziemy jeszcze na molo. Molo to taki długi pomost sięgający w głąb morza. Bałtyk wyglądał wspaniale, przy brzegu widać było fale, ale reszta ginęła w mroku nocy… czyż to nie piękny widok? Kolejnego dnia poszliśmy na warsztaty i oglądaliśmy piękną prezentację oraz robiliśmy zwierzęta z różnych materiałów, które można znaleźć w lesie. Moja siostra Gosia zrobiła jeża z kawałka drewna i szyszek oraz ptaka, który znosi żołędziowe jaja. Ja zrobiłam myszkę z szyszki. Potem było Dzikie Widowisko. Na nim poznaliśmy rodzinę, która odwiedziła już 23 Polskie Parki Narodowe! Po widowisku wybraliśmy się w teren, aby zobaczyć żubry w zagrodzie pokazowej. Po południu poszliśmy nad morze. Fale były wyjątkowo duże. Wiatr wiał mocno rozwiewając mi włosy, więc szybko założyłam czapkę. Chcieliśmy zobaczyć najwyższe w Polsce nadmorskie klify. Kawcza Góra i Wzgórze Gosań wyglądały imponująco. Często klify przybierały kształt prawie pionowej ściany zbudowanej z piasku i kamyczków. W jednym miejscu klif był podmyty przez wodę. Pewnie niedługo masy ziemi zsuną się na plażę. Nad brzegiem morza było sporo wielkich głazów, naniósł je tu lodowiec. Z oddali widzieliśmy rybaka, który stał po pas w morzu i łowił ryby wędką. Kiedy wrócił na brzeg zapytaliśmy się czy złowił jakąś rybę. Odpowiedział: “Tak, złowiłem parę ryb, ale same niewymiarowe”. Niewymiarowe ryby to takie, które według prawa są jeszcze za małe, aby je złowić. W wodzie leżały też kupki gliny, którymi się bawiliśmy. Glina była miękka, lepka i zimna. Miałam całe brudne buty. A na koniec nawet mokre, ponieważ fala zalała mi je, gdy próbowałam zmyć błoto. Było ekstra!
W drodze powrotnej do domu pojechaliśmy nad Jezioro Turkusowe. Powstało w miejscu dawnego wyrobiska, a jego dno sięga poniżej poziomu morza. W wodzie rozpuszczone są związki wapnia i dlatego w pewnym świetle przybiera barwę turkusową. O poranku woda nie była wyjątkowego koloru, najprawdopodobniej byliśmy o nieodpowiedniej porze dnia.
Kiedy opuszczaliśmy Woliński Park Narodowy pomyślałam: “Szkoda tylko że nie zobaczyliśmy Bielika!”. W tym momencie Ania zawołała: “Popatrzcie tam są Bieliki!” Rzeczywiście były to te ptaki. Nad drogą latały aż cztery! Teraz moje miłe wspomnienia z Wyspy Wolin dopełniły jeszcze te majestatyczne ptaki.
Marysia, 11 lat

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tematycznie

Powiązane Wpisy

Zakończenie Dzikiej Odysei

Ekspedycja Pionierów dobiega końca. W połowie lipca jesteśmy w drodze z Magurskiego Parku Narodowego do ostatniej naszej bazy terenowej w Tatrzańskim Parku Narodowym. Po drodze