Czy hartowanie organizmu poprzez morsowanie jest zdrowe?

W tym sezonie w social mediach zaskakującą popularność zaczęła zdobywać niecodzienna rozrywka – morsowanie. Zwolennicy tej metody hartowania organizmu twierdzą, że poprawia ona nie tylko samopoczucie, ale również stan zdrowia i poziom odporności. Czy słusznie?

Zimno może stanowić dla naszego organizmu ogromne zagrożenie: wystarczy pomyśleć o hipotermii i odmrożeniach. Możliwe jest też jednak wykorzystywanie niskiej temperatury z bardzo pozytywnym skutkiem, np. w krioterapii. Na czym polega różnica?

Nie taka woda zimna…

Morsowanie oraz inne metody hartowania – takie jak np. „suche” morsowanie, czyli wystawianie odkrytego ciała na zimne powietrze, biegi górskie i naprzemienne korzystanie z sauny i nacieranie się śniegiem to metody „hartowania” znane od setek lat.

Takie gwałtowne zmiany temperatury wiążą się z bardzo intensywnymi odczuciami. Do krwi wydzielają się nie tylko endorfiny, ale też adrenalina. Mówiąc krótko: mózg otrzymuje pozytywną stymulację, a my czujemy zadowolenie i następujące później odprężenie. W warstwie bardziej świadomej, na chwilę zapominamy o przyziemnych kłopotach i znajdujemy się „tu i teraz”. Nic więc dziwnego, że różne metody hartowania stają się coraz bardziej popularne.

Po co się mrozić?

Zacznijmy od pozytywnego wpływu zimna na podstawowym poziomie. Intuicyjnie, zimno będzie przydatne w sytuacjach, w których występuje podwyższona temperatura i stan zapalny. Dlatego też okłady z lodu (a nawet infuzje, czyli wstrzyknięcia dożylne zimnych płynów) stosuje się w przypadku wystąpienia gorączki, której nie da się zbić lekami. Znajdują też zastosowanie w uśmierzaniu bólu np. w stanach zapalnych stawów. (Mechanizmy działania zimna w przewlekłych stanach zapalnych są wciąż obiektem badań.)

Zimno ma też działanie przeciwbólowe, czego można doświadczyć po zastosowaniu chłodnego okładu na świeżo doznany uraz. W niskiej temperaturze spada przewodnictwo nerwowe, a organizm – w stresie spowodowanym nagłą zmianą ciepłoty ciała – uwalnia endorfiny, które także działają znieczulająco. Kąpiele w zimnej wodzie mogą być remedium na obrzęki, przyspieszają także regenerację mięśni np. po treningu.

Zimny okład może zmniejszyć negatywne skutki uszkodzenia tkanek: pod wpływem obniżenia temperatury zmniejsza się zapotrzebowanie na tlen okolicznych komórek. Spowolnienie miejscowego metabolizmu i zmniejszenie tempa wydzielania niszczących enzymów zwiększa masę tkanki z szansą na przeżycie.

Pożytek z hartowania organizmu zimnem

Oprócz wspomnianych powyżej efektów działania niskiej temperatury, szok spowodowany wystawieniem organizmu na chłód może przejściowo wzmocnić działanie układu odpornościowego. Jednakże nadmierny stres wywołany nieprzemyślaną lub przedłużoną ekspozycją na zimno może też zachwiać równowagę kortyzolu, czyli tzw. hormonu stresu. Nadmierne wydzielanie kortyzolu prze korę nadnerczy może skończyć się osłabieniem układu immunologicznego.

Słowo „hartowanie” niesie ze sobą jednak jeszcze inne znaczenie. Czy morsowanie lub inne metody „hartowania” mogą znacząco poprawić tolerancję organizmu na zimno? Naukowcy nie są co do tego zgodni. Za „produkcję” ciepła w organizmie odpowiada brunatna tkanka tłuszczowa. Jest jednak pewien kłopot – naturalnie występuje ona jedynie u noworodków, u dorosłych znajduje się w stadium zaniku. Aktualnie trwają poszukiwania czynników odpowiedzialnych za pobudzenie dorosłych organizmów do tworzenia brunatnej tkanki tłuszczowej. Należą do nich m.in. białka wytwarzane przez komórki właśnie pod wpływem niskiej temperatury.

Nie tylko hipotermia

Zanim jednak radośnie wskoczymy w zaspę lub do przerębla, zatrzymajmy się i zastanówmy, czy nie zrobimy sobie w ten sposób krzywdy. O zgubnych skutkach zbyt długiego przebywania na chłodzie nie trzeba nikomu przypominać, ale nieprzemyślana kąpiel może zaszkodzić też w inny sposób. W momencie wejścia do zimnej wody następuje skurcz mięśni szkieletowych, także tych odpowiedzialnych za oddychanie (mięśni międzyżebrowych i przepony). Możemy w pewnym stopniu utracić nad nimi kontrolę i się zachłysnąć.

Niebezpieczeństwo grozi nam również, jeśli nie wchodzimy do wody. Osoby z niewydolnością serca są szczególnie zagrożone szokiem termicznym, ponieważ skurcz naczyń krwionośnych w skórze powoduje wzrost ilości krwi, jaką musi przepompować serce. Może się to wiązać z jego nadmiernym obciążeniem.

Gwałtownego hartowania powinny także unikać osoby chore na padaczkę, chorobę wieńcową, po przebytym udarze mózgu, z zaburzeniami rytmu serca, chorzy na zakrzepicę i miażdżycę (zmiany w naczyniach mogą uniemożliwiać ich prawidłową reakcję na oziębienie), osoby z niedoczynnością tarczycy i – bezwarunkowo – osoby znajdujące się pod wpływem alkoholu. Alkohol powoduje rozszerzenie naczyń włosowatych w skórze i radykalnie przyspiesza wychładzanie organizmu.

Przed pierwszym hartowaniem – w wodzie lub na sucho – trzeba dobrze przygotować się merytorycznie. Na szczęście w Internecie można znaleźć wiele lokalnych stowarzyszeń, które zrzeszają ludzi zakręconych na tym punkcie i ułatwiają dostęp do godnych zaufania źródeł wiedzy. Należy też skonsultować się z lekarzem i upewnić się, że nie są obecne żadne przeciwwskazania.

Jeżeli nie hartowanie… to co?

Hartowanie nie jest jedynym sposobem na poprawienie odporności. Co więcej, nie jest też sposobem najlepszym. Wskakiwanie w śnieg w kąpielówkach jest jednak bardzo spektakularne i przysłania bardziej zachowawcze metody dbania o odporność.

Warto przypomnieć – choć każdy powinien to wiedzieć – że to nie zimno powoduje zakażenia, a wirusy i bakterie. Poprawa wytrzymałości organizmu na zimno nie sprawi, że zarazki przestaną nas atakować. Owszem, może poprawić nasze samopoczucie albo subiektywne odczuwanie niskiej temperatury (organizm będzie bardziej przyzwyczajony do chłodu), nie spowoduje jednak tego, że wirusy i bakterie przestaną być dla nas zagrożeniem.

Niezawodnym i darmowym sposobem na szybką poprawę odporności nie jest hartowanie, a zwykłe wysypianie się. Przeprowadzono na ten temat wiele badań, które udowodniły, że wypoczęty organizm znacznie skuteczniej broni się przed atakami drobnoustrojów, a poważniejszą infekcję zwalcza łatwiej i szybciej. Niestety, ta metoda dbania o zdrowie nie jest tak widowiskowa, jak bieganie w szortach na mrozie i być może dlatego nie każdy wierzy w jej skuteczność.

Warto poruszyć jeszcze jeden aspekt poprawiania odporności – zbilansowane żywienie. Każda nasza decyzja żywieniowa wpływa na organizm. Prawidłowa dieta powinna zapewniać odpowiednią ilość energii (zapotrzebowanie kaloryczne można obliczyć na darmowych kalkulatorach, zależy ono od wieku, płci i trybu życia) oraz odpowiednie mikroelementy, potrzebne wszystkim komórkom do prawidłowego funkcjonowania. Pewne niedobory w zakresie witamin lub minerałów można też wyrównać dobrze dobraną suplementacją.

Hartować się czy nie?

Hartowanie organizmu z pewnością ma wiele zalet, choć nie jest to uniwersalne remedium. Nie wyleczy nas na stałe z żadnej choroby przewlekłej. Nie sprawi też, że przestaniemy chorować. Jednak trzeba przyznać, że – jeśli jest przeprowadzone z głową – może być bardzo przyjemną przygodą i wiązać się z poprawą samopoczucia. Podsumowując – entuzjaści morsowania niech morsują, a ci, którym robi się słabo na myśl o zdjęciu kurtki na mrozie, też mogą być spokojni – na razie nic ich nie omija.

Trzeba wziąć jednak pod uwagę to, że obecnie prowadzonych jest wiele badań, mających na celu sprawdzenie działania niskich temperatur m.in. na polu regeneracji komórkowej i opóźniania starzenia, więc może za kilka lat morsować będą już wszyscy? Zobaczymy. 🙂

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn

One Response

  1. Wszystko fajnie, natomiast z umiarem.
    Trzeba robić odpowiedzialnie. Ja osobiście nie należę do fanów, natomiast tak jak pisaliście w ramach przygody być może spróbuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tematycznie

Powiązane Wpisy

Ruszajcie w Dziką Odyseję!

Ciekawi cię, czy jest to realne, by odwiedzić wszystkie 23 Polskie Parki Narodowe? Tak jest to realne. Mało tego, jest już grono rodzin z dziećmi,