Dzisiaj zapraszam na przygodę w Sudetach Środkowych. Wybrałem się tutaj, żeby poszukać polskiej złotej jesieni. Na razie znalazłem polską mokrą jesień, ale na moje poszukiwania mam czas do jutra. Dziś zaplanowałem biwak w pewnej chacie, która znajduje się w tych lasach.

Żeby nie było zbyt łatwo, trasę zaplanowałem sobie częściowo po szlakach pieszych. Nie obejdzie się pewnie bez wypychania roweru.

Chatka jest w bardzo dobrym stanie i chętnie wykorzystam ją na dzisiejszy biwak. Jest to chata Sylwestrowa Politechniki, obok Spalonej w Górach Bystrzyckich. Jej wyposażenie jest skromne, ale wystarczające – podniesione miejsce do spania, stół i krzesła. Niestety, jak to zwykle bywa w takich chatkach, znajdują się tu jakieś śmieci pozostawione przez turystów.

Mam jeszcze pół godziny do zachodu słońca, ale w zasadzie wszystko mam już gotowe. Muszę tylko rozpakować sprzęt biwakowy, pójść do strumienia po wodę i resztę dzisiejszego wieczoru będę mógł spędzić w chatce.

Choć dzisiejszy nocleg od początku planowałem pod dachem, mam ze sobą całe wyposażenie – bo nigdy nie wiadomo czy planowane schronienie będzie wolne i w stanie nadającym się do użytku. Wziąłem ze sobą pełny ekwipunek biwakowy w „luksusowej” wersji, łącznie z poduszką. W jednym worku mam rzeczy, których potrzebuję do noclegu – poduszkę, komplet bielizny do spania, skrawek materiału pod materac (żeby zabezpieczyć go przed brudną albo uszkodzoną podłogą) sam materac i śpiwór. Mam też tarp, ale dziś nie będę z niego korzystał.

Pogoda dzisiaj zmieniła moje plany. Miałem zamiar pojeździć trochę dłużej i odwiedzić kilka punktów widokowych, ale w tych warunkach nie miałoby to żadnego sensu. Chmury znajdowały się bardzo nisko i nie byłoby nic widać. Na szczęście, prognoza na jutro jest bardzo obiecująca. Dzisiejszy dzień okazał się być trochę leniwy. Przewidując taką sytuację, zabrałem ze sobą książkę na spokojny wieczór.

Noc minęła spokojnie, ale było już trochę chłodno. W nocy temperatura spadła do 5 stopni, zbliżając się do temperatury komfortu, którą gwarantuje mój śpiwór. Oznacza, że najwyższy czas wyjąć z szafy śpiwór zimowy.

Pogoda płata figle, jak to w górach, jest dosyć zmiennie. Chce Wam opowiedzieć, jak się ubieram na takie wyjazdy. Wczoraj było – mimo wszystko – dosyć ciepło, bo temperatura w ciągu dnia wahała się w okolicach 12 stopni. To dość dużo, szczególnie jeśli wykonujemy jakąś aktywność fizyczną – maszerujemy, jedziemy na rowerze – dlatego ja w zasadzie przez cały dzień żonglowałem czterema warstwami ubioru.

Pierwszą warstwą, której nie zdejmowałem, była bielizna termiczna z długim rękawem (choć było tak ciepło, że wystarczyłaby koszulka z krótkim rękawem). Oprócz tego miałem trzy kurtki. „Podstawową” kurtką, w której jechałem cały czas, była wiatrówka, tak zwany wind shirt. To bardzo lekkie okrycie, niewielkie po spakowaniu, a jego głównym zadaniem jest ochrona przed wiatrem.

Wind shirt nie jest wodoodporny, choć osłoni nas przed mżawką – jego głównym zadaniem jest ochrona przed wiatrem. Musi też bardzo dobrze odprowadzać wilgoć, którą produkuje nasze ciało w trakcie wysiłku – i z tego zadania wywiązuje się doskonale. Moja kolejna warstwa to kurtka wodoodporna, zakładana w deszczu.

Trzecia kurtka to tak zwana warstwa docieplająca, czyli kurtka puchowa, którą zakładam na postoju albo na miejscu biwaku. Nie używam jej podczas aktywności fizycznej. Ten zestaw bardzo dobrze sprawdza się w jesiennych warunkach.

Moja przygoda w Sudetach Środkowych powoli dobiega końca. Nie miałem szczególnego szczęścia do pogody, ale to co zobaczyłem sprawia, że chcę tu wrócić – i to na pewno na rowerze! Ten szlak to puste drogi asfaltowe bez dużego ruchu samochodowego, które bardzo zachęcają do przemieszczania się w ten sposób.