Woda ze strumyka – pić czy nie pić?

Piękne bezchmurne niebo, bujna roślinność, skała, z której wytryska krystalicznie czysta woda i turysta zanurzający w niej swoją dłoń, by ugasić pragnienie podczas górskich wędrówek. To obrazy, które nieodzownie kojarzą się ze zdrową wodą.

Niestety ten sielankowy obraz przyrody z nieskazitelnie czystą wodą jest już nieaktualny. Z raportu „Zasoby wodne w Polsce – ochrona i wykorzystanie” przygotowanego w 2021 roku przez Fundację Przyjazny Kraj wynika, że zły stan wód występuje w 91,5% rzek, 88,1% jezior oraz 100% jednolitych częściach wód powierzchniowych przejściowych i przybrzeżnych. Zanieczyszczenia wód mogą być naturalne (zasolenie, zanieczyszczenie związkami miedzi) albo sztuczne (spowodowane działalnością człowieka). Przyczynami zanieczyszczenia wód są stosowane w rolnictwie chemikalia, zawierające metale ciężkie, cząsteczki produktów ropopochodnych, ścieki rolnicze, przemysłowe i komunalne.

Przekonania i nawyki

Chociaż na portalutatrzańskim.pl czytamy o bezsprzecznie wysokiej jakości wód wypływających z tatrzańskich źródeł, to także i tam znajdziemy ostrzeżenie przed generalizowaniem owej jakości. Zatem, jak się zachować i czego wystrzegać, gdy dopadnie nas pragnienie podczas górskich wycieczek?

Zdecydowanie należy unikać picia wody ze strumienia poniżej poziomu schronisk, zabudowań, łąk i pastwisk, blisko popularnych szlaków, ujęć, z których korzystają dzikie zwierzęta. Należy omijać wodę z małych oczek wodnych, gdyż w ciepłej, stojącej wodzie żyją bakterie mogące spowodować zatrucie.

Najlepiej czerpać wodę z zimnych, wartkich strumieni, o lekko kwaśnym smaku. Jednak także i one nie dają pewności, że nasz organizm nie odczuje konsekwencji. Zatem jedynym pewnym rozwiązaniem pozostaje noszenie ze sobą wody zdatnej do picia co jednak bywa dodatkowym obciążeniem – szczególnie przy większej liczbie członków rodziny lub „lżejszymi” sposobami: jak np. używanie specjalnych tabletek uzdatniających wodę lub filtrów.

Z kieszeni, tabletki, na haczyku

Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest podręczny filtr do wody, który można mieć przy sobie w kieszeni. Na rynku znajdziemy dużą ofertę m.in. QuickDraw Platypusa, który filtruje 3 l wody w 1 minutę, oczyszczając ją z pierwotniaków, bakterii oraz mułu, szczątków roślin i mikroplastiku, na które można natknąć się w jeziorze lub rzece.

W przypadku większej grupy turystów, warto być zaopatrzonym w filtr grawitacyjny do wody. Wystarczy napełnić worek wodą i powiesić na gałęzi czy namiocie. Woda przepłynie przez filtr, który usunie z niej: bakterie, wirusy, pierwotniaki i zanieczyszczenia. Przy okazji poprawi smak i zapach wody.



Jeszcze innym sposobem na uzyskanie czystej wody pitnej są tabletki do uzdatniania wody. Po ich zastosowaniu wodę można wykorzystać do przygotowywania posiłków, płukania warzyw i owoców, mycia zębów lub po prostu picia. Substancje czynne zawarte w tabletkach usuwają z wody wirusy, bakterie i grzyby.

Jedna tabletka służy do oczyszczenia jednego litra wody. Tabletki można używać także w przypadkach zagrożenia epidemiologicznego. Dodatkową zaletą jest to, że można zawsze mieć je pod ręką (są małe, prawie nic nie ważą, a mogą nas uratować przed niemiłymi konsekwencjami picia zanieczyszczonej wody.

Dlatego warto już dziś zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt tak by wyjazd wakacyjny nie skończył się obolałym brzuchem, a radosnymi wspomnieniami z odkrywania piękna przyrody.

O ile w naszej świadomości od lat funkcjonuje ostrzeżenie przed kąpaniem się w niektórych polskich rzekach, to obawa przed jeziorami czy strumieniami już tak powszechna nie jest. Jeszcze trudniej jest oswoić się z myślą, że wodę z górskich strumieni również trzeba traktować z rezerwą. A samo filtrowanie wody powinno wejść w nawyk, by atrakcje wakacyjne nie ograniczyły się do rewolucji jelitowych.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tematycznie

Powiązane Wpisy

Zdrowy sen – 10 porad

Zdrowy sen, to sprawa szczególnie ważna, wręcz kluczowa dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Często go zaniedbujemy albo – co gorsza – świadomie rezygnujemy z